Początki rękodzielnika, czyli jak to się zaczęło

  • by
początki

Dawno, dawno temu…

Siedziałam sobie na podwórku w domu rodzinnym obserwując sąsiadkę – starszą panią, która w dłoniach trzymała jakieś takie dziwne patyczki na które nawijała włóczkę z leżącej obok miski. Postanowiłam zapytać co robi. Zapytałam – okazało się, że ta przedziwna czynność nazywa się robieniem na drutach. Pani sąsiadka zapytała, czy chcę się nauczyć, a ja na to: NO JASNE!

Potem było już z górki 🙂

Nauka nie poszła w las, dzielnie dziergałam poszewki na poduszki. I to nawet ze wzorami! Jednak dziecięcy mózg chłonie wiedzę jak gąbka 🙂 oprócz tego, nauczyłam się szydełkować i wyszywać, więc miałam ręce pełne roboty. Raz nawet, z wycieczki szkolnej zamiast pamiątek i magnesów, przywiozłam… kłębki kanarkowożółtej włóczki. Nieźle, nie? Początki prac ręcznych zaliczone na 5+ 🙂

Przygoda trwała

W gimnazjum będąc udziergałam przyjaciółce szalik na drutach, w kolorowe paski. Ależ byłam z niego dumna! Potem na kilka lat odłożyłam te sprawy na bok (ach, ten wiek dojrzewania) aż w końcu na studiach robiłam koleżankom szydełkowe kolczyki na szydełku. Jak takie kolczyki miałyby wyglądać? Ano tak:

początki szydełkowania
Takich akurat nie robiłam, to próbka taka – ale na przykład się nada 🙂

Kilka lat później…

Znowu zaświtał mi w głowie pomysł: skoro robiłam te kolczyki, to dlaczego nie pójść w to dalej? Miałam jeszcze kilka bigli (w moim rozumieniu kilka = kilkaset, promka była ;)) więc pomyślałam sobie, że dokupię jakichś koralików i zawładnę światem…

Ale to nie takie proste!

Otóż okazało się, że tych koralików, co to je miałam dokupić, to jest od groma i ciut ciut. Wlazłam na stronę pierwszego sklepu jaki znalazłam i jak zobaczyłam, ile tam jest rodzajów do wyboru… no proszę, niech mi ktoś powie, że mało:

Aktualne menu sklepu kadoro.pl

Wobec takiej mnogości produktów, zrobiłam to co każdy nowicjusz, kiedy musi coś kupić: wzięłam po taniości. Oczywiście teraz wiem, że nie był to najlepszy wybór, ale wtedy ważne było dla mnie tylko tworzenie 🙂 Parę dni później przyszła paczuszka z dobrami, a z nich powstały moje pierwsze kolczyki. Pokażę Wam, a co 🙂

Te zdjęcia są tragiczne, prawda?

Prawda 🙂 i nie ma się co kłócić, bo jest to fakt oczywisty i niezaprzeczalny. Dopiero dzięki obecności na grupie sklepu pasart zobaczyłam, jakie cuda można tworzyć! Tam też zdobyłam naprawdę ogrom wiedzy na temat koralików, kamieni i półfabrykatów. Wtedy zaczęłam się też kierować nie kryterium ceny, a kryterium jakości – wyrobiłam w sobie nawyk kupowania mniej, ale lepiej.

Co oczywiście nie uchroniło mnie przed kolejnymi wpadkami, ale o tym w kolejnej notce 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *